Media o Pani Simonie Kossak

Gazeta Wyborcza, 17 marca 2007 r.
„Potrafiła w rozmowach o przyrodzie przechodzić gładko do życia codziennego człowieka. Pokazując, że nadal, mimo wszystko, jest on jej częścią. Umiała pasjonująco opowiadać nawet o stworzeniach tak nieprzyjemnych, jak osy. /…/ Miała albo przyjaciół, albo wrogów; wśród tych, co ją znali, nie było obojętnych. Zresztą przyjaciół było znacznie więcej. Często się uśmiechała, tak delikatnie, jak mała dziewczynka.
/…/ Wiele osób, mówiąc o puszczy, myślało automatycznie o niej. Bo mało kto zrobił tyle dla popularyzacji tego miejsca – w radiu, podczas wykładów, w książkach i artykułach. Nie tylko dla tego miejsca, ale dla przyrody w ogóle.
/…/ Miała 64 lata. Wraz z nią odszedł kawał historii Białowieży.” 
Jakub Medek

Krzysztof Wolfram, Prezes fundacji Zielone Płuca Polski

„Pamiętam doskonale moment, kiedy przyjechała do puszczy, na początku lat siedemdziesiątych.
Wówczas był między nami duży dystans. Simona, nazywana w Białowieży Czarownicą z Dziedzinki, była wtedy samotniczką, unikała ludzi. Ten dystans z czasem zniknął, często razem pracowaliśmy. Zwłaszcza w ostatniej dekadzie, zasiadając razem w radzie naukowej parku. Snuliśmy wielkie plany na przyszłość. Simona była świetnym nauczycielem i obserwatorem, nie tylko przyrody. Jej odejście, zwłaszcza dla nas, przyrodników, jest wielką stratą. Ta mała kobietka, bezkompromisowa i bezpośrednia, miała w sobie nieprzebrane pokłady energii.”

Janusz Korbel, mieszkaniec Białowieży, ekolog, członek rady naukowej Białowieskiego Parku Narodowego 

„Jako dwudziestoparoletni chłopak zaczytywałem się tekstami młodej dziewczyny z Krakowa, która przeniosła się do puszczy i pisała o zwierzątkach. To była Simona. Kiedy nie mieszkałem jeszcze tutaj, często przyjeżdżałem do niej. Rzadko kiedy w dyskusjach zgadzaliśmy się, ale nigdy nie było kłótni, wielekroć okazała mi wielką przyjaźń. Była wyjątkowa, bardzo silna. Mimo że potrafiła być bardzo kontrowersyjna, nikt chyba nie zrobił dla popularyzacji Puszczy Białowieskiej tyle, co ona. Poza tym to chyba jedyny znany mi profesor, który potrafił kpić z naukowości i mieć do niej, a co za tym idzie – samej siebie – ogromny dystans.”

Radio Białystok, Regionalny Portal 4lomza.pl, 16 marca 2007 r.

„Żałoba w Łomży.
Żałoba w Liceum Plastycznym im. Wojciecha Kossaka w Łomży. Po śmierci wnuczki patrona, Prof. Simony Kossak na budynku szkolnym wywieszono biało-czerwone flagi, przepasane kirem. Przepasany żałobną wstążką portret Pani Profesor ustawiono w centralnym punkcie szkoły. Od momentu nadania szkole imienia jednego z największych polskich malarzy, związanego także z regionem łomżyńskim, prof. Simona Kossak utrzymywała bardzo bliskie kontakty.”

„Jeszcze przedwczoraj w szpitalnym łóżku spotkała się z dyrekcją szkoły. Jej życzeniem było m.in. fundowanie co roku jednemu, znajdującemu się w najtrudniejszej sytuacji materialnej uczniowi stypendium. Prof. Simona Kossak przekazała także część swoich osobistych przedmiotów łomżyńskiemu liceum. Dyrektor placówki, Lidia Radziwonowicz powiedziała Radiu Białystok, że żałoba w szkole trwać będzie aż do pogrzebu prof. Simony Kossak. Wezmą w nim udział wszyscy uczniowie placówki.”

Kurier Poranny, 17 marca 2007 r.

„Ona kochała Puszczę.
Była silna psychicznie, wydawało się, że pokona chorobę. Ale zabrakło czasu na tę walkę. Taka szkoda – Elżbiecie Malzahn, łamie się głos na jej wspomnienie.

/…/Elżbieta Malzahn, dziekan Zamiejscowego Wydziału Zarządzania Środowiskiem Politechniki Białostockiej w Hajnówce nie może się pogodzić z jej odejściem. – Przyjechałyśmy tutaj w tym samym czasie. Ona z Krakowa, a ja z Warszawy – opowiada. – Obie planowałyśmy, że to będzie na jakiś czas, a zostałyśmy na stałe. Puszcza nas wciągnęła, a ją dosłownie.
Dzika, pierwotna przyroda była dla Simony Kossak rajem. Mieszkała w drewnianym domu otoczonym wiekowymi dębami. Wodę nosiła ze studni, czytała przy lampie naftowej.
/…/ Dokładnie tak chciałam. Otwieram okno i las wchodzi mi do mieszkania – opowiadała nam, kiedy kilka lat temu mieliśmy szczęście odwiedzić ją właśnie w Dziedzince.
/…/ Mówiła językiem zrozumiałym dla każdego, potrafiła zażartować, wtrącić ciekawostkę – wspomina Jarosław Iwaniuk. – Nagrywaliśmy audycje na tydzień, dwa, czasami na miesiąc, wszystko zależało od tego, jak rozwijała się przyroda. Jeśli zaczynało dziać się coś ważnego, pani profesor dzwoniła, dodawała informacje. Mówiąc o przyrodzie, mówiła o ludziach, o naszym życiu i wskazywała nam, że od zwierząt możemy się nauczyć bardzo dużo, przede wszystkim uczuć, tych najważniejszych – podkreśla Jarosław Iwaniuk.”

Alicja Zielińska

TVP3, 16 marca 2007 r.

„Zmarła prof. Simona Kossak
Po ciężkiej chorobie zmarła w czwartek w Białymstoku prof. Simona Kossak, naukowiec z Instytutu Badawczego Leśnictwa w Białowieży (podlaskie), szerzej znana z radiowych opowieści o przyrodzie. Miała 64 lata.
/…/ O jej śmierci poinformowało w piątek publiczne Radio Białystok, z którym współpracowała od sześciu lat przygotowując gawędy z cyklu „Dlaczego w trawie piszczy?”, emitowane także przez inne rozgłośnie Polskiego Radia. /…/ Jak sama mówiła o tym cyklu, najpierw opisywała to, co aktualnie dzieje się w przyrodzie. „Ale ile można w kółko Macieju mówić o tym samym? Zaczęłam więc realizować swoją misję łagodzenia obyczajów. Opowiadać o zwierzętach – jakie mają myśli, namiętności – i przekładać to trochę na ludzi. Łagodzić ludzi wobec ludzi, łagodzić ludzi wobec zwierząt”.